logo
POLSKA
MISJA
KATOLICKA
WE FRANCJI


Słowo Rektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji
BYŁEŚ I JESTEŚ NASZĄ NADZIEJĄ


Kochany Ojcze Święty! Wspólnota twoich rodaków we Francji, do której kilkakrotnie kierowałeś swoje kroki, do której przemawiałeś, dołącza się do tego światowego hołdu, jaki także składa Ci nie tylko wielka rodzina Bożych dzieci - Kościół, ale Ziemia cała; do wyrażenia miłości wobec Ciebie - zastępcy Chrystusa i następcy Piotra na ziemi.

Ojcze Święty jesteś "Listem Chrystusa" tak wielce czytelnym, prawdziwym, niezwykłym, widzialnym i studiowanym każdego dnia przez tysiące wierzących i niewierzących. Jesteś tym listem Chrystusa, w którym odtwarzałeś poprzez Twoje życie - życie Twojego Mistrza. Byłeś z Nim na wszystkich etapach ewangelicznych wydarzeń. Nie tylko przy rozmnożeniu chleba, cudownym połowie ryb, czy na górze Tabor - na przykład na Filipinach, gdy modliłeś się z wiernymi tego kraju… ponad czteromilionową rzeszą wsłuchaną w Twoje słowa, rozśpiewaną, chwalącą Boga, ale również na pustyni trudności, zmagań, krytyki, znaków sprzeciwu, co więcej - w ogrodzie Oliwnym, gdzie nawet niektórzy Twoi rodacy nie tylko spali, ale i pocałunkiem judaszowym sprzedawali Ciebie…

W Twoim życiu, Ojcze Święty, oddanym Bogu, doświadczany byłeś cierpieniem - począwszy od Twojego dzieciństwa, gdy Twoja mama, brat, ojciec przedwcześnie odeszli, pozostawiając Ciebie samego na tej ziemi. Wybrałeś sobie wtedy za Matkę - Maryję, Matkę Chrystusa. To Ona towarzyszyła Ci, Ojcze Święty, na drogach Twojego życia inspirowanego przez wielkiego św. Ludwika Marię Grignion de Manfort, a za dewizę Pontyfikatu wybrałeś sobie maksymę "Totus Tuus".

Poszedłeś dalej, bo znalazłeś się na Golgocie naszych czasów - poprzez cierpienie, przeżywaną wprost Pasję. Ten ziemski etap Twojego posługiwania, Twojej misji stał się znakiem czytelnym dla całej ludzkości, w której wielu zapomina wciąż, że każda chwila naszego życia może być owocna, zbawienna - również czas człowieczego cierpienia, ponieważ krzyż jest nie tylko szkołą cierpienia, ale przede wszystkim… miłości. I Jezus Chrystus, Twój i nasz Pan, nie przyszedł po to na ziemię, aby cierpieć, ale po to, aby nas umiłować, chociaż musiał uczynić to poprzez cierpienie, i nauczyć nas jak miłować Boga i bliźniego.

Ojcze Święty, spalając się powoli na ołtarzu życia ukazałeś ludzkości jak wielka jest godność człowieka i spełniłeś Twoją ziemską misję do ostatniego tchnienia. Jak wielkie winno być nasze dziękczynienie wyrażone najlepszemu Bogu za ten wspaniały dar dla naszych czasów, dar dla każdego z nas z Twojego pontyfikatu - Ojcze Święty, który teraz już jesteś na pewno w ramionach Chrystusa, który nam przez tajemnicę swojej męki, śmierci i zmartwychwstania ukazał, że miarą Jego Miłości jest Miłość bez miary. Jak wielką jest dzisiaj nasza odpowiedzialność za skarby Twojego nauczania, które nam zostawiasz po to, abyśmy ich nie zagubili, ale powiększyli. Zostawiasz nam tak bogaty duchowy testament. Twoje encykliki, listy apostolskie, homilie, katechezy, a przede wszystkim przykład Twojego świętego życia - dla Boga, w Bogu, a więc dla człowieka i jego szczęścia.

I jeszcze nawet u końca życia byłeś, Ojcze Święty, tak wspaniały Twoją wielkością. Patrząc na Ciebie w czasie ostatnich audiencji generalnych, myślałem mimo woli, że jesteś męczennikiem. Byłeś tym geniuszem ducha uwięzionego w Twoim cierpiącym ciele, spalającym się dla drugich. Jeszcze 10 listopada 2004 r., kiedy miałem szczęście być blisko, audiencje generalne trwały - najpierw w Bazylice, od 9.00 rano, potem na placu św. Piotra aż do 12.00! Każdy chciał zbliżyć się do Ciebie, dotknąć, usłyszeć słowa, otrzymać Twoje błogosławieństwo. I tak chciałeś czynić nawet, gdy choroba zmuszała Cię, Ojcze, do milczenia. To milczenie było silniejsze od grzmotu, jak mówił kaznodzieja Domu Papieskiego Cantalamessa.

Nie tylko za życia gromadziłeś wokół siebie miliony ludzi, ale również po dokonaniu swojej ziemskiej pielgrzymki, której zakończenie także jest dla nas znakiem szczególnym. Właśnie kiedy Kościół celebrował Tydzień Paschalny, koronujący przeżycia największych tajemnic naszej wiary: męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, w wigilię Miłosierdzia Bożego, po Apelu Jasnogórskim - w pierwszą sobotę miesiąca, o którą prosiła Matka Boża Fatimska odszedłeś spokojny, prowadzony przez Maryję do nowego życia - Bożego, na spotkanie z Najlepszym Ojcem. Jezus Ci otworzył bramy nieba. Żegnając Cię, Ojcze Święty - obiecujemy, że będziemy bardziej, lepiej wsłuchiwać się w pozostawione przez Ciebie nauczanie. Przecież (na Polach Marsowych) mówiłeś do nas: Wy jesteście nadzieją Kościoła i jego przyszłością, jesteście nadzieją świata, kraju, w którym żyjecie, jesteście nadzieją Emigracji, Ojczyzny, jesteście nadzieją moją. Nie ulegajcie kompleksom i kompromisom, nie odcinajcie tego korzenia, z którego wyrośliście! Miarą rzeczy i spraw w świecie stworzonym jest człowiek, ale miarą człowieka jest Bóg. Dlatego też i do tego źródła, do tej miary jedynej, którą jest Bóg wcielony - Jezus Chrystus - musi powracać zawsze człowiek, jeśli chce być człowiekiem i jeśli ludzkim ma być świat. Wzrastajcie, pomnażajcie się w wierze, w nadziei i miłości. Słowa dla nas jakże zobowiązujące! O zmarłych nie powinniśmy mówić, że "myśmy ich kochali", tylko, że ich wciąż kochamy. Kochamy Cię, Ojcze Święty - Janie Pawle Wielki, a dzięki świętych obcowaniu wierzymy, że Ty również nas kochasz żyjąc w Bogu. Bo dzień śmierci to "dies natalis" - dzień narodzin dla nieba.

Ks. inf. Stanisław Jeż
Rektor Polskiej Misji Katolickiej we Francji

powrot